Jak zostałam inwestorem polskiej manufaktury wina DiWine?

Jest październik 2021. Jestem w Oxfordzie. Prowadzę tu wygodne życie bez zbędnych komplikacji. Właściwie, jest tak dobrze, że aż trochę nudno. I nagle dostaję wiadomość od mojej przyjaciółki – mamy przesyłkę z Polski, z winami owocowymi DiWine! To zabrzmiało jak coś wyjątkowego, więc szybko umówiłyśmy się na degustację. I tu pełen szacunek dla producenta, wino okazało się cudownie pyszne. Kilka rodzajów, każdy inny, każdy boski w swoim smaku. Wino z czarnej  i czerwonej porzeczki, wino z jagody kamczackiej, wino z wiśni i z dzikiej róży urzekły nas. Obie zakochałyśmy się w winach DiWine! Ale zanim opowiem jak doszło do tego, że obie zostałyśmy inwestorkami DiWine, przenieśmy się na chwilę do słonecznej Kambodży. Tam, podczas wyprawy głodówkowej, mającej na celu oczyszczenie organizmu, poznałam Marcina Bańcerowskiego – przedsiębiorcę z Warszawy. Pamiętam do dziś, rozmawialiśmy o biznesie w pięknym otoczeniu tropikalnej wyspy Koh Rong. Wtedy jeszcze nie przypuszczałam, że nasze drogi skrzyżują się ponownie.  Minął rok i oto otrzymuję od Marcina wiadomość mailową o nowym projekcie z propozycją inwestycyjną. Już sam temat win owocowych bardzo mnie zainteresował. Byłam ciekawa szczegółów, więc zadzwoniłam do niego. Rozmowa pochłonęła mnie całkowicie, a moja wyobraźnia zawiodła mnie do lat młodzieńczych, kiedy to mój tata sam robił wino naturalne z owoców z naszej działki. Poczułam, że to jest temat dla mnie! Z charakteru jestem rozważna, szczególnie jeśli chodzi o finanse, jednak w tej sytuacji nie zastanawiałam się zbyt długo. Postanowiłam dołączyć do projektu. Powiedziałam też o tym mojej przyjaciółce Alicji. W konsekwencji obie zainwestowałyśmy w Manufakturę Win Owocowych DiWine.  Projekt był spójny i wielopoziomowy. Był czymś więcej niż tylko „Winem Klasy Premium”. Zawierał w sobie cudowną ideę odbudowania tradycji polskich win owocowych z okresu międzywojennego. Nie zdawałam sobie sprawy, że polskie wina były wtedy tak popularne. Tak bardzo, że 52% spożycia wina w 1929 roku stanowiły wina owocowe i miody pitne. Wiodącym producentem był zakład w Kruszwicy, którego właścicielem był pan Henryk Makowski. Będąc miłośnikiem wina owocowego w latach świetności produkował 1 mln. litrów wina rocznie. Szczególnym powodzeniem cieszyło się wino jabłeczne Złota Reneta z jabłka o tej nazwie. Jego popularność wychodziła poza granice Polski. Polskie wina owocowe gościły również na stołach arystokratycznej Europy i nie tylko. Czyż nie cudownie byłoby powrócić do tych czasów?  Szybko zorientowałam się, że jesteśmy w okresie renesansu polskich win owocowych, a ich sprzedaż sukcesywnie rośnie. To był przyczynek do tego, że razem z Alicją Szurek zdecydowałyśmy się na wprowadzenie marki DiWine na rynek angielski. Próbna partia win pojechała już do Polish Kitchen Restaurant w Oxfordzie, której Alicja jest właścicielką. Ku naszej uciesze zainteresowanie jest duże, a nasze wina z Polski smakują konsumentom pomimo znacznej ceny. Jest więc potencjał do rozwoju marki na terenie UK. I właśnie teraz pracujemy nad strategią wprowadzenia naszego wina owocowego do innych restauracji oraz sklepów w Anglii. Tym samym otwiera się przed nami nowa karta, nowych możliwości w Świecie DiWine! Krystyna Wojtkiewicz Jak zostałam inwestorem polskiej manufaktury wina DiWine? Jest październik 2021. Jestem w Oxfordzie. Prowadzę tu wygodne życie bez zbędnych komplikacji. Właściwie, jest tak dobrze, że aż trochę nudno. I nagle dostaję wiadomość od mojej przyjaciółki – mamy przesyłkę z Polski, z winami owocowymi DiWine! To zabrzmiało jak coś wyjątkowego, więc szybko umówiłyśmy się na degustację. I tu pełen szacunek dla producenta, wino okazało się cudownie pyszne. Kilka rodzajów, każdy inny, każdy boski w swoim smaku. Wino z czarnej  i czerwonej porzeczki, wino z jagody kamczackiej, wino z wiśni i z dzikiej róży urzekły nas. Obie zakochałyśmy się w winach DiWine! Ale zanim opowiem jak doszło do tego, że obie zostałyśmy inwestorkami DiWine, przenieśmy się na chwilę do słonecznej Kambodży. Tam, podczas wyprawy głodówkowej, mającej na celu oczyszczenie organizmu, poznałam Marcina Bańcerowskiego – przedsiębiorcę z Warszawy. Pamiętam do dziś, rozmawialiśmy o biznesie w pięknym otoczeniu tropikalnej wyspy Koh Rong. Wtedy jeszcze nie przypuszczałam, że nasze drogi skrzyżują się ponownie.  Minął rok i oto otrzymuję od Marcina wiadomość mailową o nowym projekcie z propozycją inwestycyjną. Już sam temat win owocowych bardzo mnie zainteresował. Byłam ciekawa szczegółów, więc zadzwoniłam do niego. Rozmowa pochłonęła mnie całkowicie, a moja wyobraźnia zawiodła mnie do lat młodzieńczych, kiedy to mój tata sam robił wino naturalne z owoców z naszej działki. Poczułam, że to jest temat dla mnie! Z charakteru jestem rozważna, szczególnie jeśli chodzi o finanse, jednak w tej sytuacji nie zastanawiałam się zbyt długo. Postanowiłam dołączyć do projektu. Powiedziałam też o tym mojej przyjaciółce Alicji. W konsekwencji obie zainwestowałyśmy w Manufakturę Win Owocowych DiWine.  Projekt był spójny i wielopoziomowy. Był czymś więcej niż tylko „Winem Klasy Premium”. Zawierał w sobie cudowną ideę odbudowania tradycji polskich win owocowych z okresu międzywojennego. Nie zdawałam sobie sprawy, że polskie wina były wtedy tak popularne. Tak bardzo, że 52% spożycia wina w 1929 roku stanowiły wina owocowe i miody pitne. Wiodącym producentem był zakład w Kruszwicy, którego właścicielem był pan Henryk Makowski. Będąc miłośnikiem wina owocowego w latach świetności produkował 1 mln. litrów wina rocznie. Szczególnym powodzeniem cieszyło się wino jabłeczne Złota Reneta z jabłka o tej nazwie. Jego popularność wychodziła poza granice Polski. Polskie wina owocowe gościły również na stołach arystokratycznej Europy i nie tylko. Czyż nie cudownie byłoby powrócić do tych czasów?  Szybko zorientowałam się, że jesteśmy w okresie renesansu polskich win owocowych, a ich sprzedaż sukcesywnie rośnie. To był przyczynek do tego, że razem z Alicją Szurek zdecydowałyśmy się na wprowadzenie marki DiWine na rynek angielski. Próbna partia win pojechała już do Polish Kitchen Restaurant w Oxfordzie, której Alicja jest właścicielką. Ku naszej uciesze zainteresowanie jest duże, a nasze wina z Polski smakują konsumentom pomimo znacznej ceny. Jest więc potencjał do rozwoju marki na terenie UK. I właśnie teraz pracujemy nad strategią wprowadzenia naszego wina owocowego do innych restauracji oraz sklepów w Anglii. Tym samym otwiera się przed nami nowa karta, nowych możliwości w Świecie DiWine! Krystyna Wojtkiewicz